Skip to main content

i ich unikaniu.

Kolega, borykający się z kontuzją, mówi, że mi zazdrości . W reakcji, na to że przez kilkanaście lat biegania miałem tylko kilka kontuzji.
Palce jednej dłoni wystarczą. I skłoniło mnie to do pewnej refleksji.

No tak, ale wiesz ile to mnie kosztowało?

Ale o jaki kosz tutaj chodzi?
Nie miałeś kontuzji, może fuksem, może swoją pracą, ale to tyle.
Znaczy może, nie cisnąłeś ile mogłeś.

Czy, aby na pewno?

Moja pierwsza kontuzja …

Przez długie lata miałem jedną kontuzję – gdzieś w drugim roku biegania przesadziłem z kilometrażem i stopa zaprotestowała.
Ból, opuchnięcie. Musiałem odpocząć dwa tygodnie.

Znajomi z klubu biegowego zaproponowali długie weekendowe wybieganie. Do tego po nowej okolicy – wioski gdyńskie –
no nie mogłem odmówić. Mimo tego, że wiedziałem, że mam już dużo w nogach i powinienem mieć dzień wolny.
Ale nie, nie odpuszczę.

To proszę. Ból, opuchlizna. Dwa tygodnie wolne od biegania.
Lato, piękne tereny nadmorskie, aż się prosi o bieganie – a ja uziemiony.

Decyzja

Wtedy mnie olśniło 😉 Podjąłem postanowienie:
Nie będę doprowadzał się do kontuzji.

No, potrzymaj mi piwo…

Proces myślowy był prosty. Kocham biegać. Kontuzja* to przerwa od biegania.
Nie chcę wymuszonej przerwy. Przerwa celowa to inny temat, ona jest zaplanowana.

Turysta leży na ławce, odpoczywa
Bieganie to nie tylko bieganie. W treningu pomaga też chodzenie po górach (i w unikaniu kontuzji).

Lata mijają, biegamy, robimy życiówki…

przez te kilka dobrych lat, od 2011 roku nabiegałem się fest.
Zawody dzień po dniu, półmaratony, biegi górskie, życiówki, długie wybiegania, podbiegi w górę i w dół jak chomik, maratony.
W upale w Lęborku ok. 41 minut na 10 km, wymagający Maraton Beskid Niski w 3,25.
36 km w Beskidzie Sądeckim z całkiem przyzwoitym miejscem i czasem jak na debiut wg. znajomych.
Łączyłem 30 km w górach marszem (Tatry Słowackie, Beskid Makowski w upale) z treningiem biegowym w tym samym dniu.
Pod Tatrami to nawet biegłem w minimalistycznych butach.

I ani jednej kontuzji. Jak odpoczywałem to było to; albo roztrenowanie albo przerwa mentalna.

Chwila, gdzie ten koszt?

Cel jak życiówka, to konkretny mierzalny sukces. I jesteś w stanie wyobrazić sobie drogę za tym stojącą. Choć i to zależy.
Ale sukces widać – lepszy czas niż najlepszy do tej pory.
Widoczny – przynajmniej na zegarku, na mecie i na tablicy wyników– sukces.

Ale brak kontuzji?
Tego tak łatwo nie da się wyobrazić. I przez to odpowiednio docenić.
A to szereg decyzji. Balansu i wyważania. Odpuszczania. Podkręcania obrotów.
Wałkowania się i rozgrzewek. Pilnowania się.

I tak dalej, masy rzeczy, które się robi po to aby biegać z przyjemnością bicia życiówek i dla samej frajdy.

biegacz, pola, niebo, upał
Gorąco? Na debiut w półmaratonie wybrałem Puck na koniec lipca. Bardzo dobry pretekst do 
aklimatyzacji.

To wspaniałe bieganie było możliwe
dzięki brakowi kontuzji.

Brak kontuzji to coś rozciągnięte w czasie. Nie masz kontuzji, rok, dwa, pięć.
Z każdym treningiem zwiększasz pulę.

Ale patrzmy i na dany, przykładowy, konkretny etap sezonu.
Chcesz pobiec te właśnie zawody. Zaplanowane, może wymarzone, może na życiówkę.
Ale nie, nie możesz bo masz kontuzję. Ups. Stanu – mam kontuzję – nie cofniesz.

Tak, to zależy od „jakości” kontuzji. Biegać można i z kontuzją, są tejpy, są inne środki, jest tolerancja na ból.
Ale to igranie, nie warte zdrowia.
Wróćmy do kosztów i „napracowania” się.

Ale jak to napracowałeś?

Jaki to wysiłek w unikaniu kontuzji?

A nie kusiły dodatkowe zawody? Nie kusili znajomi na trening, gdy trzeba było odpocząć?
Nie kusiła dodatkowa pętla na treningu? Nie zastanawiałeś się, a może dziś bez wałka.
Po co mi ta rozgrzewka, to schłodzenie? Te kilka razy nic się nie stało, to odpuszczę sobie na dłużej.
Zaoszczędzę czas.

I aby był rozwój, trzeba sobie pofolgować. Zaszaleć i przekraczać granice.
Wiele razy tak robiłem. O to chodzi z progresem, aby podwyższać sobie poprzeczkę.
Dwa kroki do przodu, jeden do tyłu, jeden do przodu.

Ale trzeba zachować w tym pewien balans. Pilnować się, aby nie przesadzić.
Słuchać siebie i swojego organizmu. I dbać o siebie między treningami,
aby rekompensować sobie pójście dwa kroki do przodu. Albo na skróty.

dbać o entuzjazm w tym całym naszym bieganiu…

Ale kontuzje przyszły

Po tych kilku latach, jak szacuję 6-8 latach, postąpiłem wbrew swojemu postanowieniu.
Popełniłem błędy i pożałowałem gorzko swoich decyzji.
Ale to inna historia. Tutaj składam hołd swojemu rozsądkowi, i szczęściu, że cieszyłem się bieganiem bez kontuzji.

*i przetrenowanie

Leave a Reply