Irracjonalna decyzja, czyli emocje w bieganiu

Irracjonalna decyzja, czyli emocje w bieganiu

Nie pobiegnę więcej maratonu!

Tak, na mecie maratonu w Porto powiedziała Asia.
Zrzuciłem to na karb emocji. Rozczarowania biegiem, zawiedzionych oczekiwań, zmęczenia królewskim dystansem.

Jednakże mimo upływu miesięcy, a nawet lat ona trwa w swoim postanowieniu i przekonaniu, że to był jej ostatni maraton.
A, że jest uparta jak osiołek to może tak trwać kolejne lata. I jeszcze dłużej.

I nawet dała sobie aż siedem powodów, dlaczego nie pobiegnie już maratonu.

Maraton jej nie wyszedł – nie osiągnęła wymarzonego celu, nie złamała magicznej czwórki. Zdarza się. Shit happens.
Zamiast fajnego maratonu było rozczarowanie. A jeśli masz wysokie oczekiwania to porażka potrafi zdołować.
Wiesz coś pewnie o tym. Zaadresowanie tego to inny temat, nie w tym poście (możesz wysłać maila to pogadamy).

A miało być tak pięknie …

Rozmowy, argumenty – i nic ale chociaż podejście na Romankę szybko nam minęło

A ja kilka razy próbowałem przekonać ją, że to emocjonalna decyzja.
Wskazywałem argumenty, czemu tak się stało. Ostatni raz dyskutowaliśmy na ten temat dość zawzięcie
podczas stromego podejścia na Romankę. Aż dałem sobie spokój. I tak każde zostało przy swoim.
Ja nadal twierdzę, że w sprzyjających warunkach może wrócić do królewskiego dystansu.
Ale częściowo chcę mieć w tym swój udział. Ale ciii, o tym innym razem.

Pokrótce o przyczynach i rady na następny maraton

Za jej zgodą przeanalizuję jej bieg i powody tej irracjonalnej, w mojej ocenie, decyzji.

1. maraton na trasie zupełnie nie dla niej!
– bo trasa wytyczona została z długimi prostymi odcinkami, nawrotami i powtórkami,
a to jest coś czego nie lubi i to bardzo
– nie była też atrakcyjna, a nawet mało atrakcyjna i męcząca przez fragment z kostką brukową, co ją tylko dobiło
2. trening też nie był wystarczający.

3. I jeszcze nerwowe i stresujące tygodnie w pracy, które nie dały szans na jakże ważną
regenerację, zwłaszcza psychiczną, w ostatnich dniach przed biegiem. 

Tu przypomina mi się mój post „We are not robots” i poradnik mentalnego przygotowania przed maratonem.

A teraz Asia odpoczywa po maratonie. Może nawet kilka lat.
I potem proponuję wybrać jej płaski, w miarę możliwości i w jakimś atrakcyjnym, najlepiej włoskim miejscu, maraton.
Tak jak we Florencji albo Walencji, gdzie biegła i z uśmiechem wpadła na metę.
A wcześniej kilka razy pokibicować maratończykom, by znowu poczuć klimat.

To część z tych sprzyjających warunków.

Spójrz w lustro Piotrze,

Ale zostawię Asię, skupię się na … sobie.

czyli pewien górski bieg.

Takie były widoki, których nie pamiętam

W 2014 biegłem bieg górski w ramach festiwalu w Krynicy Zdrój.
Około 36 km. Z Krynicy Zdrój do Rytra czerwonym szlakiem przez Halę Łabowską, Pisaną.
I to były moje drugie zawody w górach. Pierwsze, to był lokalny górski bieg na ok. 15 km.
Swoje w nogach miałem, także górsko, jednak mało doświadczenia. I to mnie zgubiło.

To była moja pierwsza wizyta w Beskidzie Sądeckim,
gdzie potem wiele razy wracaliśmy na górskie szlaki.

Ciężko, ciężej, coraz ciężej

Gdzieś przed 30 km bieg stał się wielki wyzwaniem.
Jeszcze biegłem, jeszcze walczyłem. Było jednak ciężko.
Powoli włączał mi się tryb wyczerpania. A tu jeszcze kilka km do mety.
Już bez solidnych podbiegów, tylko czasem w dół, czasem w górę. Ale już to było wyzwaniem.
Potem solidny zbieg i długi odcinek asfaltem, lekko w górę.
Ale to lekko to było w górę tylko dlatego, że na koniec solidnej górskiej trasy.
Normalnie ta pochyłość nie byłaby warta wzmianki.

I wtedy to sobie powiedziałem!

I biegnę ja. Nie powłóczę nogami, bo jeszcze walczę. Młodość i ambicja robią swoją.
Czuję jednak narastające ogromne zmęczenie. I przekonanie, że odwlekam nieuniknione.
Że mnie odetnie.

I wtedy to zrobiłem!

Powiedziałem sobie, że:

“pieprzę to ultra. Nie bawię się to”.
“Za ciężkie to dla mnie”

Jeśli na dystansie przed maratońskim mam takie problemy to co będzie na prawdziwym ultra?
Czy to w górach, czy na płaskim. Daj sobie Piotrze spokój. Dam sobie spokój.
Ciągnąłem ostatkiem sił.

Tak wyglądałem kilka chwil po dotarciu na metę.

Nie byłem lepszy, czyli spójrz w lustro

A przecież decyzja była pod wpływem emocji.
Nieprzemyślana potem i niepoddana ocenie.
Znajomo brzmi?

Bo:
– zabrakło mi treningów. To oczywiste
– bardzo zabrakło mi paliwa na taki bieg, bo za mało żeli i innych szybkich kalorii
– bo nie doceniłem trasy a przeceniłem siebie.

W sumie doświadczenia mi zabrakło.

I na kilka lat, aż do pamiętnego jedynego ultra z przypadku – wytrwałem w swojej decyzji.

I dwa, a nawet trzy morały.

1. Emocje to jest normalna rzecz. Jeśli trzeba Ci, to odczuwaj złość, smutek, żal, radość. To ludzkie.
Tylko nie kieruj się tymi emocjami przy ważnych decyzjach. A jeśli już, to potem zrób analizę i skoryguj, jeśli trzeba.
Choć czasem pewnych rzeczy nie da się naprawić, zatem lepiej zachowaj zimną krew.

2. Przyganiał kocioł garnkowi a sam smoli. Mówiłem Asi, że podjęła taką irracjonalną decyzję, a sam
… nie byłem lepszy. Zapomniałem, że też tak zrobiłem, prawie w takiej samej sytuacji.
Patrz zbliżone dystanse i oczekiwania.

3. Tu sygnalizacja tematu. Często dobrze wychodzi nam doradzanie innym.
Gdy oceniamy czyjś problem i trudną sytuację to często rozwiązanie dla nas jest jasne.
Dlaczego?
Bo skupiamy się na sytuacji. Nie na bagażu tej osoby.

Możesz to dla siebie wykorzystać.
Następnym razem gdy sam będziesz się trudził to usuń siebie z oceny sytuacji.
Innymi słowy; usuń JA z równania. I postaw się w sytuacji, jakbyś komuś chciał doradzić.

A Ty, ile razy w bieganiu podejmowałeś ważne decyzje pod wpływem emocji?
Jak to później oceniałaś – warto, nie warto było?

Przydatne? Proszę podziel się:
Napisz komentarz :)

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.