Planuj odpoczynek człowieku!

Turysta leży na ławce, odpoczywa

Przegiąłem…

Jestem przeczulony na punkcie odpoczynku.
W bieganiu.
Mam tak od czasów siłowni i machania hantlami w domu.
Zmęcz mięsień, daj mu odpocząć.
Wtedy dzieją się cuda.

I w bieganiu pilnuję tego odpoczynku.
Bo wtedy ciało, zwłaszcza nogi, regenerują się.
Takie podejście pozwala mi na wyrypę 30 kilometrową w górach i potem godzinę biegu.
Nierzadko z podbiegami. Przez kilka dni.
Anyway..

Ot, prosta zasada treningu, jednak właśnie odpoczynek bywa lekceważony.
Ponieważ no pain no gain.

Trzeba znaleźć balans między trenowaniem a odpoczynkiem.

Przepalenie zwojów, czyli rzecz o pracoholizmie

I przegiąłem. Się zapomniało. You live and learn.

Intensywnie pracowałem. Rano pobudka, kawa albo yerba i tak do 16.
Wtedy 40 minut ćwiczeń. Co drugi dzień bieganie. Już po zmroku, w lesie, z czołówką.
Około 20 jeszcze siadam do szkoleń, rzucam okiem na zadania.
Z tyłu głowy kołaczą się myśli, że warto zostawić 30 minut na ebooka.
Przed snem.

Taki schemat powtarzam z pewną modyfikacją na weekend.

I pewnego dnia wstaję rano. Nic nie zapowiadało tej katastrofy…
Kawa, śniadanie dla biegaczki Asi, kawa dla mnie i lapek.
Nozbe, angielski, zadania. Zbliża się południe. Czas na drugą kawę.
Siadam do pracy … i coś nie hula. Bardzo nie hula.
Nie mogę się skupić na zadaniu.
Rozpraszam się i meandruje mi mózg wszędzie i nigdzie, ale nie do zadania.

Ba. Łamie swoją trenowaną dyscyplinę aka silną wolę. Bo wchodzę na social media.
Bo muszę przeczytać tego hiper ważnego newsa, bez którego moje życie byłoby uboższe.
No ja Ciebie Piotr nie mogę!

Czas na przerwę, idę poczytać.
Skonsternowany i trochę zdziwiony – co się ze mną dzieje?

Po krótkim czasie wracam do lapka. Samo się nie zrobi.
Po 10 minutach poddaję się …
Czas na …

taktyczny odwrót.

Bo gdy widzę, że nie dam rady to lepiej odpuścić

Nic lepszego nie mogłem zrobić.
Wtedy późne popołudnie i wieczór spędziłem z ebookiem.
Ta sytuacja znamionowała poważniejsze zmęczenie.
Gdyby to był chwilowy spadek kreatywności to zajął bym się czymś mało angażującym.

Podpowiedź Piotra

Warto mieć listę takich zadań.
Przejrzenie rachunków, telefon small talk do kumpla, podlanie kwiatków, odkurzenie.
Nic nadzwyczajnego, jednak do zrobienia w dłuższych chwilach przejściowego wypalenia czy spadku energii.


Tu jednak to nie było tak łatwo. Trzeba było zapłacić.

I nie byłbym sobą, gdybym nie przeanalizował tego fuckupu aka lekcji i nie wyciągnął wniosków.
Because you live and learn.

Im mocniej harujesz, tym lepiej dbaj o odpoczynek.

Wszyscy wiemy, że bywają okresy, kiedy trzeba zaangażować się mentalnie. Długo i intensywnie.
Student przed sesją, deadline projektu, ważna umowa vs krótki termin.
I jeśli jesteś młody, napędzany adrenaliną to jeszcze ok.
Jednak im jesteśmy starsi tym warto zadbać o lepszy odpoczynek.

zatem to co sobie uświadomiłem, to że zaniedbałem odpoczynek. Bardzo.

Co ja to pisałem o tym odpoczynku? Tam we wstępie? ;

Przesadziłem.
Dużo pracy i nauki i mało odpoczynku.
Za mało regeneracji.

Poczucie winy, bo muszę to wszystko zrobić.

Słyszałem ja o technice pomodoro, ale kto by bawił się tam w sztuczki.
Krótka drzemka popołudniu? Ale po co? Kawa i silna motywacja.
Wiedziałem, że warto byłoby po dniu pracy zrelaksować się, ale to jest dla mięczaków.
Jeśli w weekend będę więcej ogarniał pracy niż odpoczywał to za to zapłacę.

I co z tego? Nie uznawałem, zapomniałem, nie wziąłem na poważnie.

Dodatkowo miałem ci ja poczucie winy. Wyrzuty sumienia.
Że odpoczywam. Że drinki, palemki, relaks.
Wróć. Raczej ebook na kanapie przed snem.

Ale te drinki z palemką będą, ale jako większa nagroda.*

Planuj odpoczynek

Dobrze widzisz. Planujesz pracę, to dobrze.
Jednocześnie zaplanuj odpoczynek. Tak świadomie.

Neil Fiore nazywa to odwrotnym harmonogramem.
Tak się złożyło, że czytałem wtedy jego książkę The Now Habit
(Nawyk samodyscypliny. Zaprogramuj wewnętrznego stróża).

Radzi on zapisać wszystkie rutynowe czynności dnia i czas relaksu.
Dlatego nazywa to on odwrotnym harmonogramem.

Gdy po raz pierwszy czytałem tą książkę uznałem to za nonsens.

Do czasu.

Dzień po tym niezwykłym ale przecież oczywistym w skutki dniu wracam do lektury.
Hmm, odwrotny harmonogram…

Ale przecież to ma sens!

Pozwala na to:
✔ mieć poczucie, że czeka nagroda = relaks;
✔ można zobaczyć ile ma się czasu na „wszystko”;
✔ i, że prawdopodobnie wielu rzeczom musimy powiedzieć nie;
✔ skupić się na wysokiej jakości pracy, bo widzimy, że tego czasu mamy mniej niż się wydawało nam.
✔ nie mieć poczucia winy, że odpoczywasz, gdy robota czeka.

Zatem idę pracować. No pain no gain. Ale mądrze. Z przerwami, wyjściem na powietrze.
Wczesnym wieczorem czeka książka.

Odpoczywaj. Niby banalny temat, ale o te proste rzeczy zbyt często się potykamy.


*Żartowałem z tymi palemkami, pojedziemy się wyciorać w góry:

Przydatne? Proszę podziel się:
Leave a Comment

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *