Biegacz też człowiek, czyli nic co ludzkie, nie jest mi obce

Biegacz też człowiek, czyli nic co ludzkie, nie jest mi obce

Nie pobiegłem w zawodach… i poczułem ulgę.

Nie pobiegłem w zawodach, do których zacząłem ostro się przygotowywać.
Planowałem mocny bieg, w okolicach i tak już wyśrubowanej życiówki.

Jednak odpadłem, gdzieś po zrealizowaniu 60-70% przygotowań.
Odpadłem, bo skręciłem kostkę.

I poczułem ulgę.

Długo i niechętnie sam przed sobą się do tego przyznawałem. Potrzebowałem zrozumienia i akceptacji.

Ulga po skręceniu kostki?! Ulga z powodu przerwy w bieganiu?!
Dasz wiarę?!

Ale po kolei…

Ponieważ byłem kibicem i asystentem dzielnej biegaczki

Najpierw trochę obiektywnych powodów, dla których dobrze, że nie pobiegłem.
Stały się one dla mnie jasne przed i po biegu.

Byłem logistykiem dla Asi na tych zawodach. Bieg był dwa kilometry od naszego lokum.
Organizatorzy tym razem nie zapewnili transportu z mety do biura zawodów i trzeba było wracać komunikacją
albo z buta. Normalnie piechotą byłoby to w porządku, jednak tym razem od rana cały czas siąpił i padał deszcz.

Dlatego goretexy na siebie, plecak, zapasowe suche rzeczy i asystowałem Asi przed i po biegu.
Bo bycie kibicem to nie taka łatwa rzecz.

Asia sama sobie by poradziła, bo to dzielna dziewczyna, a i ja bym coś wymyślił, gdybym biegł,
jednak byłoby za dużo kombinowania.
A tak mogłem spokojnie zaopiekować się nią przed i po biegu.
Bo sam bieg był dla niej bardzo wyczerpujący. Ta mina mówi wszystko:

A teraz powody wewnętrzne

Czyli czemu ta ulga?

Po roztrenowaniu w lipcu i zaaklimatyzowaniu się w Warszawie zatęskniłem do biegania.
Tak mocno, że postanowiłem biegać 5-6 dni w tygodniu.
Pierwsze tygodnie były z mniejszą częstotliwością, aż w końcu wszedłem we właściwy rytm.

Bo zawody na horyzoncie!

Zaplanowaliśmy start w półmaratonie w Rivie przy okazji wakacji.
Półmaraton to taki fajny bieg.
Nie zajedziesz się jak na maratonie, a jednocześnie to ciekawe wyzwanie.

Zatem pobiegnę półmaraton. Decyzja.
A, jak już biegnę jedyne uliczne zawody w tym roku to trzeba pobiec dobrze, nieprawdaż?
Ba, po dwóch, trzech latach zawodniczej posuchy warto byłoby bardzo dobrze pobiec.
Zatem druga decyzja – chcę pobiec mocno. Poniżej 1.30 co najmniej.

biegacz w ulewie
Treningi, czy deszcz czy słońce.

Przygotowania pod zawody

Biegałem systematycznie. 5-6 dni w tygodniu.
Biegałem mimo deszczu, zmęczenia, pobudek o 5 rano i codziennej kalisteniki.
Mimo aktywnego czasu w nowej pracy, gdzie przecież trzeba było się wykazać.

Tłukłem kilometry na powtarzalnych trasach Międzylesia, Radości i Anina.
Dość fajne czasy wykręcałem na anińskiej ścieżce biegowej w MZK, mimo przecież trudniejszego leśnego terenu.

Po fazie nabijania kilometrów zacząłem trenować szybkość.
Jeszcze nie tak, jak powinienem naprawdę harować, ale stopniowo podkręcałem obroty.

Strach

Jednak nie czułem, że jest dobrze.
Gdzieś w środku kiełkowała myśl: nie starasz się wystarczająco.

Bałem się.

Bałem się, czy podołam mocniejszym treningom.
Czułem strach, czy dam z siebie wystarczająco dużo.
Czy dam z siebie jeszcze więcej?

Czy dam radę przeznaczyć większość sił fizycznych i mentalnych na trening.
Zwłaszcza mentalnych, bo nogi, serce i ciało by pociągnęły. Powinny
Rzecz jednak w tym, aby głowa wiedziała, że ciało może więcej.

kule, kostka, gips, kontuzja, kobieta
Obyło się bez gipsu i kul, ale było bardzo blisko

Nieoczekiwane rozwiązanie

I miesiąc przed zawodami pechowo (prawie) skręciłem kostkę.
Bez szans na treningi. Opuchlizna, utykanie, długotrwały ból przy dotyku.

Najpierw się wkurzyłem…
Żart. Przyjąłem to na klatę z uśmiechem.

I miesiąc przed zawodami pechowo (prawie) skręciłem kostkę.
Bez szans na treningi. Opuchlizna, utykanie, długotrwały ból przy dotyku.

Najpierw się wkurzyłem…
Żart. Przyjąłem to na klatę z uśmiechem.

Tak. nie przeklinałem, nie czułem żalu, nie rozpaczałem. Stało się, los przyniósł.

Po kilku dniach podjąłem decyzję.
Zrezygnowałem całkowicie z biegu, bo turystycznie nie chciałem biec.
To już lepiej asystować Asi. I tak zrobiłem, jak wiesz z początku tego postu.

Po kilku dniach podjąłem decyzję.
Zrezygnowałem całkowicie z biegu, bo turystycznie nie chciałem biec.
To już lepiej asystować Asi. I tak zrobiłem, jak wiesz z początku tego postu.

I tu powstał wewnętrzny dylemat

Czy pechową kontuzję przyjąłem z ulgą?
Czy jednak byłem zawiedziony, że nie pobiegnę i nie zrealizuję swoich planów?

Coś mi mówi, że jednak ulgę. Przyznaję.

Przydatne? Proszę podziel się:
Napisz komentarz :)

Comments

No comments yet. Why don’t you start the discussion?

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.