23. Garda Trentino Half Marathon, czyli półmaraton nad Gardą przeszedł do historii.
Jak było?
Ekscytująco? Tak sobie? Do bani? Wspaniale? Spoko?
Poznajmy kilka niezwykłych kobiet, które pobiegły półmaraton nad Gardą:

Małgosia
Półmaraton nad Jeziorem Garda był jak sen — piękny, spokojny, pełen światła.
Każdy kilometr to połączenie siły, wdzięczności i zachwytu nad miejscem, gdzie góry spotykają się z wodą.
Ten bieg przypomniał mi, że ruch to wolność, a marzenia naprawdę mają moc.
Biegając wśród takiego piękna, trudno nie czuć wdzięczności za to, że można po prostu… być, oddychać, biec.
O mnie, od “po co ten w-f” do pracy jako nauczyciel … w-f od 23 lat.
Sport nie zawsze był moją pasją — jako nastolatka unikałam aktywności, a w szkole nic szczególnie mnie do niej nie zachęcało.
Marzyłam o pracy w policji, jednak diagnoza tętniaka zmieniła moje plany.
Zdecydowałam się ukończyć studia na AWF, aby wspierać dzieci i młodzież w odkrywaniu radości z ruchu —
tej radości, której mnie samej kiedyś brakowało.
Dziś pracuję w Zespole Szkół Specjalnych w Jarocinie i to daje mi ogromną satysfakcję. Swoją przygodę ze sportem zaczęłam od zawodów
nordic walking, potem przyszły biegi na 5 km i… przepadłam. Atmosfera zawodów i pozytywni ludzie sprawili, że bieganie
stało się dla mnie zabawą i sposobem na życie. Co ciekawe — odkąd mniej skupiam się na wynikach, osiągam coraz lepsze rezultaty.
Gosię można obserwować na Instagramie.

Monika
Garda Trentino Half Maraton to przygoda mojego życia.
Ostatni raz w Italii byłam 19 lat temu w małym miasteczku i po dotarciu do Riva del Garda moje smaki i zapachy wróciły.
Smak pizzy, cappuccino i cytryny na drzewach.
Biegłam pierwszy raz w tak dużych zawodach i to międzynarodowych, więc postanowiłam nagrywać większość biegu!
Sam start był ogromnym przeżyciem, ogrom biegaczy, muzyka, fale startujące, miałam ciarki na plecach, trasa cudowna,
najpierw w centrum miasta wśród turystów siedzących przy kawce, orkiestra, kibice.
Płaska trasa z przepięknymi widokami na góry i jezioro!
Organizacja na wysokim poziomie, choć to moje pierwsze zawody i nie mam porównania to będąc nowicjuszem w obcym kraju dałam wszystkiemu radę.
O mnie, czyli strzała Amora.
Biegam od lutego 2022, kiedy postanowiłam zrzucić zbędne 15 kg.
A że mieszkam przy lesie i buty biegowe też były w szafie więc zaczęło się od 2,5 km.
Które “biegłam” 30 min. Z czasem czas się skracał, a ja wydłużałam dystans.
Moje pierwsze zawody były w listopadzie, chciałam się sprawdzić czy 10 km przebiegnę poniżej 1h.
Udało się w 56 minut! I tu strzeliła mnie przysłowiowa strzała Amora.
To całe uczestnictwo w zawodach, adrenalina i ta rywalizacja bardzo mi się spodobały.
I od wiosny 2023 r. wzięłam udział w Cyklu Grand Prix w Kujawsko-Pomorskie w biegach długodystansowych na 10 km.
Później przyszedł moment aby spróbować półmaratonu, niestety wybrałam ten najtrudniejszy
w województwie, w Unisławiu gdzie od 19 km wbiega się na „górę od stoku narciarskiego” i tam była meta.
Nie poddałam się, ukończyłam i byłam MEGA szczęśliwa.
Niestety sportowcy (bo już za taką się uważam) wytyczają sobie cele i podwyższają poprzeczki.
Dlatego planuję triathlon, maraton górski i nie tylko. Trzymajcie kciuki!
Monikę można obserwować na Instagramie.

Ania
Półmaraton nad Gardą okazał się dla mnie niesamowitym przeżyciem.
Trasa była tak przepiękna, że same widoki niosły mnie do przodu — nawet nie zauważałam, kiedy mijały kolejne kilometry.
Pierwszy raz w życiu miałam poczucie, że biegnę bez wysiłku: po prostu obserwowałam, chłonęłam krajobraz i atmosferę,
a na twarzy cały czas gościł uśmiech.
Mimo że nie byłam w szczycie formy, udało się zrobić życiówkę — a na mecie po raz pierwszy pojawiły się łzy.
Prawdziwe łzy radości i wzruszenia, wśród ukochanych Włoch, włoskiego języka i ludzi, którzy tworzą tę magię.
Moje bieganie, czyli z 5 na 19!
Bieganie daje mi ogromny power do życia.
Przez długi czas biegałam lekkie 5 km, bez zwracania uwagi na tempo – tak, aby wyjść na “trening”.
Aż początkiem 2024 roku – mroźna, pełna śniegu zima – miał to być wybieg na „ósemkę”,
a zamienił się w 19 km — wtedy zobaczyłam, że naprawdę mogę!
W marcu pobiegłam pierwszy półmaraton w Warszawie, a dziś bieganie to moja rutyna, styl życia i czysta przyjemność.
Półmaraton nad Gardą to mój trzeci i … trzecia życiówka. Lecę dalej!
Anię można obserwować na Instagramie.

Marcelina
Tego biegu nie da się opisać jednym zdaniem.
Garda Trentino Half Marathon to mieszanka euforii, ciszy poranka nad jeziorem i dreszczu, który przechodzi po plecach tuż przed startem.
Ruszasz przed siebie i nagle wszystko staje się proste — nogi niosą, głowa jest lekka, a każdy kilometr układa się jak puzzle.
Trasa przez winnice i gaje oliwne była jak żywy pocztówkowy kadr. Z jednej strony góry, z drugiej migocząca tafla Gardy, a wokół energia ludzi, którzy biegną z takim samym zachwytem w oczach. To był bieg, podczas którego ani razu nie zapytałam siebie „po co?”.
Tylko „jak pięknie, że tu jestem”.
Na mecie miałam w sobie wszystko naraz — ulgę, wzruszenie i dumę. Wbiegając na finisz wiedziałam, że oddałam temu biegowi całe serce.
Wynik życiówka 1:47:37 to dla mnie coś więcej niż liczba — to dowód, że praca, rutyna i bycie dla siebie konsekwentną naprawdę robią różnicę.
Garda ma w sobie coś, co zostaje długo po biegu: spokój, kolory, zapachy i poczucie, że sport potrafi przenieść człowieka w zupełnie inny stan.
To miejsce, do którego chce się wracać — po emocje, po ludzi, po samego siebie.
O mnie, czyli od “nie na poważnie” po lodowiec na Islandii.
Moja biegowa historia zaczęła się w 2015 roku, jeszcze wtedy, gdy pracowałam w szkole.
Pierwszym startem był dystans 10 km podczas Orlen Warsaw Marathon, a chwilę później
— bez większego zastanowienia — przebiegłam BMW Półmaraton Praski.
Biegałam wtedy dla towarzystwa, zrywami, bez planu i bez regularności.
Zawsze byłam aktywna, ale nigdy „na poważnie”.
Prawdziwe przełamanie przyszło dopiero w 2023 roku, kiedy mieszkając na Islandii zorientowałam się, że moje ciało jest daleko od tego,
w czym czułam się dobrze — ważyłam wtedy około 80 kg. To był moment, w którym powiedziałam sobie „dość”.
Najpierw była dieta, potem siłownia, a w końcu wróciłam do biegania — tym razem świadomie, z regularnością i planami.
Zaczęłam szukać wyzwań:
• Wings for life. World Run? — czemu nie — 18 km
• Snæfellsjökulshlaupið — 22 km przez lodowiec? — nie zawody, ale idealna trasa by sprawdzić siebie.
• Pierwszy maraton? — od razu nocny, bo jak szaleć, to szaleć. Dobiegłam, choć daleko od założeń, ale to właśnie przekroczyło kolejną granicę.
• Po tygodniu — Bieg Powstania Warszawskiego na 10 km.
• Konkurs biegowy? — czemu nie. Wygrałam i tak wylądowałam nad Gardą, biegnąc półmaraton.
Dziś bieganie to jedna z najważniejszych części mojego życia.
Trzymam się planów, dbam o trening siłowy i pracuję nad ekonomią biegu.
Mam konkretny cel: Złota Seria 42 — bo kto powiedział, że przed czterdziestką się nie da?
Marcelinę można obserwować na Instagramie.
Podziękowania i prośba
Dziękuję Ani, Gosi, Monice i Marcelinie za podzielenie się wrażeniami z biegu.
Chętnych do poznania biegu nad Gardą zapraszamy do naszej grupy na FB:
Polacy biegną Garda Trentino Half Marathon.
Proszę, wyślij link do tego artykułu swoim znajomym, którzy myślą o biegu w bajkowej scenerii,
z włoskim dolce vita i na płaskiej, szybkiej trasie 🙂