Misja pacemakera, czyli Maraton Warszawski

Biegacze i biegacz z balonikami

Mój maraton zaczął się 21 sierpnia.
Wtedy utworzyłem grupę na Facebooku (dalej FB)
jako miejsce przygotowania merytorycznego, wymiany doświadczeń, poznania się i wsparcia motywacyjnego.
Grupa stała bardzo aktywnym miejscem, za co dziękuję udzielającym się.
1000 komentarzy mówi samo przez się.

Wspieram jak mogę, ale biegniesz sam/a

Na początku grupy na Facebooku napisałem,
że każdy może liczyć na mnie w kwestiach przygotowania merytorycznego do maratonu i wsparcia motywacyjnego.
Ale nie mogą liczyć w jednej sprawie.
Ja nie pobiegnę za nich. Poprowadzę do mety w zakładanym czasie.
Jednak to twój bieg, zmęczenie, sukces na mecie. To twój maraton.

Przedłużona przerwa

Przełom lipca i sierpnia to przerwa od biegania.
Pierwsze dwa tygodnie z własnej woli, bo zauważyłem u siebie oznaki przetrenowania.
Drugie dwa tygodnie to kilka dni niebiegania
z powodu bolesnego pęcherza a potem z powodu głębokiej rany na kolanie.
Nawet nie pytajcie jak to zrobiłem 😉

Szkoda, że te dwie przerwy się nie pokryły.
Wróciłem do biegania w ostatnim rozsądnym terminie.
Powoli wdrażałem się do biegania, zwłaszcza długich wybiegań.
To ważne, aby po przerwie nie zaczynać zbyt intensywnie, nie nadrabiać treningów.
Trzeba stopniowo zwiększać intensywność treningów i ćwiczyć cierpliwość.

Pamiętaj, że powrót po przerwie warto zrobić z głową.

Ale co będzie, gdy nie dam rady?

Na około tydzień przed maratonem dopadł mnie nagle atak myśli:
“to się nie uda/!”
“a co gdy padniesz na trasie?”
” przecież zawiedziesz ich, jak nie dasz rady”
“po co mi to było?”

Wątpliwości, wspomnienia z relacji znajomych, którzy odcinali baloniki i przerywali zającowanie.
I to normalna rzecz, ten PMS, czyli syndrom przedmaratoński 😉

Jak sobie poradziłem z tym stresem?

Jak wspomniałem w poradniku przygotowania mentalnego przed maratonem
świetną metodą jest analiza takich myśli.

Przemyślałem przyczyny stresu, potem rozważyłem jakie jest ryzyko problemów na trasie
i odsunąłem od siebie te myśli.

Spokój psychiczny to ważna rzecz przed maratonem.

Tim Noakes w Lore of Running zaleca:
unikajmy szczególnie przed maratonem (i innymi ważnymi biegami) negatywnych emocji.
Spokojna głowa sprzyja zachowaniu rozsądku i skupieniu się.

Moja analiza myśli i nie sięgaj za wysoko

Jako zając byłem spokojny o swoją formę na ten czas.
Życiówkę z debiutu w Poznaniu 2011 r. miałem o 17 minut lepszą niż zakładane 3:55.
Podobną różnicę miałem w debiucie grupowego prowadzenia jako pacemaker w Półmaratonie Warszawskim.

I obie decyzje o starcie na takie wolniejsze czasy były bardzo dobre.

W obu przypadkach nieprzewidziane okoliczności sprawiły, że bieg w szybszym tempie
byłby bardzo wymagający dla mnie.
Przy półmaratonie nieprzespana noc i atak zatok, przed maratonem
przywołany wyżej jeden miesiąc przerwy.

Rada Piotra:
Dlatego, ważne jest aby zgłaszać się na wolniejsze czasy niż życiówka.
Jesteśmy zabezpieczeni przed nieprzewidzianymi sytuacjami.
A przecież sporo biegaczy polega na nas.

Jaka taktykę biegu wybrałem i dlaczego?

Bieg maratoński w tempie Negative Splits i na nieco poniżej 4 h to wymagające zadanie.
Zwłaszcza dla debiutantów, którzy byli w mojej grupie. Jednak po lekturze stron z taktykami
i statystykami za konkretną strategią, po dyskusji na grupie i przemyśleniu moich maratonów uznałem,
że ta strategia będzie najbardziej efektywna.
Wybrałem delikatny Negative Splits, bo z różnicą pomiędzy startem a finiszem 16 sekund
i czterokrotną zmianą tempa.

Dzień przed startem i taka sobie noc

Sobota minęła szybko. Około 15 w sobotę odebrałem cztery pakiety,
w tym trzy dla znajomych. Poszło szybko i sprawnie.
Potem odprawa pacemakerów z dyrektorem biegu Markiem Troniną oraz Martyną Lewandowską
z Fundacji Maraton Warszawski. Następnie zrelaksowałem się na spotkaniu
klubem Golden Team. Po powrocie do mieszkania naszykowałem sobie ubranie
i akcesoria. I spać Piotrku, spać!

Przedmaratonowa noc to lekki sen z przebudzeniami i myśli wokół zającowania.
Czułem tą odpowiedzialność. Mimo przegadania tego z sobą i wiary w siebie – jednak czułem ciążące na sobie zobowiązanie.

Ten najważniejszy dzień

Przed startem miałem trzy spotkania zdjęciowe:
z zaprzyjaźnioną Akademią Biegania, Golden Teamem oraz ze swoją grupą 3:55.
Przekazałem dwa pakiety i odebrałem baloniki.
Po sprawnym załatwieniu tego wszystkiego udałem się z kilkoma biegaczami z grupy na nasze miejsce startowe.

Czułem Wasze wsparcie i to było budujące. Dziękuję Wam za nie.

Podczas biegu także mogłem liczyć na wsparcie:
gdy rozgrzałem się i ściągałem lekką bluzę, a to wymagało zdjęcia singletu z balonikami, pomogliście mi od razu z tym.
Maciej pytał się mnie, czy chcę wodę, gdy był tłok przy stolikach.

I pełen wsparcia i dobrych myśli wystartowałem w swoim czwartym maratonie.
Ale już nie sam.

Biegniemy!

Biegło mi się dobrze.
Ponad 42 km minęły … szybko.
A działo się dużo.

A to na w okolicy piątego kilometra usłyszałem doping dla Piotra Fitka – na kilku stronach posługuję się loginem Piotr Fitek.
Nie rozpoznałem wołających. Jednak uśmiech miałem szeroki 🙂

Kontrolowałem tempo. Pytałem się biegnących obok mnie zawodników o samopoczucie
i na początkowych wolniejszych kilometrach rozmawialiśmy.

Czerpałem energię od kibiców i szczególnie znajomych – pozdrowienia i podziękowania
dla Ludwika i Agaty oraz Henryka i Grażynki z Sopotu.

Pamiętaj o swojej misji!

Biegłem jako pacemaker, zatem czuwałem nad tym, aby pobiec zgodnie
z zaplanowaną wcześniej strategią i zrealizować cel.
Dlatego cały bieg i moje myśli były temu podporządkowane.

To odpowiednie tempo, które trzeba było utrzymywać przez cały bieg.
A na trasie były punkty odżywcze, grupy biegaczy, ciasne odcinki z wolniejszym biegaczami.
Przykładowo, jakbym biegł sam to bym zrywem wyprzedził blokujących i potem wrócił do swojego tempa.
Ale nie tutaj – tu trzeba było pamiętać o grupie biegaczy za mną.

To pilnowanie się i troska o biegaczy szczególnie mocno wpłynęło na to, że bieg minął mi aktywnie i szybko. Bez chwili nudy.

Jeszcze o kibicach

Na trasie miałem wielkie wsparcie od dopingującej części Golden Teamu.
Na pierwszym spotkaniu Lena podała mi tak sprawnie żel, że nawet nie musiałem zwalniać. Dziękuję Lena 🙂

Drużyna kibicujących była bardzo dobrze przygotowana.
Pod wodzą Joasi spisali się świetnie. Należą się im jeszcze raz gorące podziękowania.

Mieli mapkę trasy, rozpisane planowane godziny bycia zawodników na danych kilometrach i ich życzenia (żele, izotoniki itp.)
oraz kwestię dojazdów pomiędzy punktami kibicowania.
Po prostu profesjonalne podejście do kibicowania.

A jeśli chcesz poczytać jak to jest kibicować to rzuć okiem tutaj:
krótki poradnik kibica z Budapesztu, czyli łatwo nie jest. Ale satysfakcji dużo.

Meta blisko a ja frunę!

Ostatnie kilometry były najszybsze, gdyż w tempie 5:27. Pomimo tego, powstrzymywałem
się przed przyśpieszeniem. Gdybym biegł sam to poleciałbym do przodu, bo czułem się fantastycznie.
Ba, chciało mi się tańczyć. No, ale jednak misja była do wykonania 😉

Na metę wbiegliśmy razem z bliskim znajomym Maciejem trzymając się za ręce.
Ogromna radość i satysfakcja! Dziękuję Macieju za wsparcie na trasie i wspólny bieg.
Zaraz na mecie dostałem podziękowania za poprowadzenie w debiucie. Gratulacje dla wszystkich Maratończyków!

Czy nie mówiłem Wam, że kocham biegać? 🙂

Mała porcja zdjęć dla spragnionych obrazu: link do małej mojej galerii na FB

Przydatne? Proszę podziel się:
Pokaż komentarze

Komentarz

  1. W kilku zdaniach oddałeś to co najważniejsze. Niepewność, stres, radość, podniecenie, ciekawość, presja widać, że nie tylko debiutanci zmagają się z takimi emocjami.

  2. asiakurek

    Naczytałam się, napatrzyłam i mój czas się zbliża 🙂 Już nawet wybrałam miejsce. Prawie równo za rok. Chętni na Budapeszt są? 🙂

  3. popołudniowa drzemka

    Tak, mówiłeś, że kochasz biegać, ale spokojnie bez mówienia też byłoby to jasne. To widać! Więcej nawet – tego nie da się ukryć. 🙂

    Zadziwia mnie Twoja znajomość własnego ciała, jak potrafisz czytać wysyłane przez nie sygnały. Ja ze swoim ciałem dopiero się poznajemy. Tyle lat razem, a jakby osobno. Jeśli dzięki bieganiu i to zmienię, będzie wspaniale.

    Z Twojej relacji samego biegu: czytając ją czasem miałam wrażenie, że przebiegnięcie ponad 42 km to dla Ciebie pestka, np. gdy wspominasz o tańczeniu na ostatnich kilometrach 🙂 Ale jednocześnie, że maraton zaczyna się na długo, długo przed usłyszeniem sygnału startera.

    Drużyna kibicująca, którą opisujesz to skarb dla biegacza 🙂

  4. Debiut maratoński jeszcze przede mną ale chciałbym trafić na takiego pacemakera jak Ty 🙂 Świetna relacja 🙂

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *